11.10.2012

Na spacerze





Pogoda ostatnio niezbyt zachęca do spacerów, ale ja nie z tych, co lubią tkwić w domu. Kiedy zatem nadarza się okazja, ruszam choćby na krótki spacerek. Tym razem nazbierałam orzechów, a także kolorowych liści, które jednak zdążyły już trochę uschnąć. Nie miałam akurat ani gliceryny, ani lakieru do włosów, które pozwoliłyby zachować w miarę pierwotną formę liści. Tak więc zasuszone będą sobie wisieć przy oknie. Odkąd sięgam pamięcią wszelakie "zielsko" bardzo mnie interesowało. W szkole podstawowej prowadziłam zielnik, który do dziś leży na samym dnie szuflady. I mam cichą nadzieję, że może kiedyś dane mi będzie dać upust ogrodniczej pasji we własnym zielonym zakątku.

5 komentarzy:

  1. bo siedzenie w domu to konieczność! :) sama dziś czekam aż przestanie padać i wybywam do lasu, mam chrapkę na borowika :D patrzę, że nie tylko ja już wyciągnęłam czapę z szafy :D

    OdpowiedzUsuń
  2. a u mnie nadal bardzo zielono i dosc cieplo, co mozna zobaczyc w moim dzisiejszym poscie. A Ty kochana juz w czapeczce!
    sciskam cieplo i serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  3. tak ... ogród mieć to fajna rzecz ... tylko czasami trzeba się narobić ... hihi

    OdpowiedzUsuń
  4. trzymam kciuki za zielony zakątek!

    OdpowiedzUsuń
  5. Też prowadziłam kiedyś zielnik i niewykluczone, że gdzieś w czeluściach piwnicy domu rodzinnego jeszcze się uchował :) Muszę koniecznie tam pobuszować przy najbliższej okazji :)

    OdpowiedzUsuń