31.08.2012

Chata za wsią







Dzisiaj ostatnia wizyta w skansenie. Chata już bardziej współczesna, bo z lat 40-50 ubiegłego wieku. Część sprzętów doskonale pamiętam z dzieciństwa - pralkę Franię, sierp, którym babcia ścinała chwasty pod drzewkami owocowymi i kosę, którą dziadek kosił trawę, lampę naftową, przy której czytałam, gdy nie było jeszcze prądu, kanki, w których nosiło się mleko od zaprzyjaźnionych gospodarzy. W Muzeum Wsi Mazowieckiej, jak na wieś przystało, były też i zwierzęta - krasula, kozy, kury, kaczki, gęsi i perliczki. A wracając zauważyłam, że lato nieubłaganie dobiega końca. W lesie cudnie zakwitły wrzosy, kalina przystroiła się czerwonymi koralami i spadły już pierwsze kasztany.

29.08.2012

Pod strzechą




Uroczy drewniany kościółek z Drążdżewa

Wiatrak typu koźlak

Wnętrze dworku

Dziś wędrówki po skansenie ciąg dalszy. Czyż chaty kryte strzechą nie są piękne? Nieco wypaczone okiennice, misternie powycinana biała bibuła zamiast firanek, pelargonie na parapecie, pod oknem stół, a na nim świeżo wypieczony chleb i dzbanek mleka prosto od krowy - ach, rozmarzyłam się :) Chyba nawet dworek ze wspaniałym białym kominkiem i drogocennymi bibelotami nie ma tyle uroku co wiejska chata.

27.08.2012

Wsi spokojna, wsi wesoła






Weekend minął mi pod znakiem wojaży. Wybrałam się do Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu. Dzisiaj zatem pierwsza część relacji. Już po drodze zachwyciły mnie tak charakterystyczne dla Mazowsza ogławiane wierzby. Pierwszym punktem wycieczki był ratusz w Sierpcu, gdzie obejrzałam wystawę poświęconą powstaniu skansenu i zaopatrzyłam się w foldery. A za bramą skansenu czekał już zupełnie inny świat - sielski krajobraz, zapach starego drewna, gdakanie kurek i wnętrza chat zostawione, jakby mieszkańcy przed chwilą wyszli do pracy w polu. Urzekły mnie okiennice, wycinanki z bibuły zamiast firanek, stare domowe sprzęty i kolorowe pająki pod sufitami.

23.08.2012

Różany konik





Ostatnio na moim blogu mało co się działo, więc nic dziwnego, że obserwatorów ubywa, ale mam nadzieję, że zastój mam już za sobą. Dzisiaj mogę wreszcie zaprezentować konika, o którym wspominałam już między innymi tu. Niektóre z was radziły, by zostawić konika w wersji oryginalnej, ale ja od początku miałam na niego pomysł i widziałam go w jasnych barwach. Tak więc konik został potraktowany farbą ecru, patyną i błyszczącym lakierem oraz ozdobiony motywem różyczek. Początkowo zastanawiałam się, czy róż nie powinno być więcej, ale ostatecznie postanowiłam nadal trzymać się minimalizmu.
A na koniec jeszcze raz pokazuję buteleczkę z poprzedniego posta, tym razem zdjęcie zrobione porządnie aparatem :)

19.08.2012

Drobnymi kroczkami





Zastój nie może trwać wiecznie. Jednak powolutku, drobnymi kroczkami, praca nad dekupażami posuwa się naprzód. I oto pierwsze efekty. Być może pamiętacie buteleczkę, którą pokazałam tu. Dość długo czekała na swoją kolej, ale się doczekała i mogę dziś zaprezentować ją w nowej szacie. Wybaczcie niezbyt wyraźne i nieco odbiegające kolorem od rzeczywistości zdjęcia, ale chwilowo jestem pozbawiona aparatu i posłużyłam się komórką. Buteleczkę ozdobiłam koronką w kolorze trudnym do określenia, coś pomiędzy beżem a szarością, oraz perłowym guziczkiem. Korek natomiast pomalowałam na szaro i przetarłam papierem, by go nieco postarzyć, a następnie zdekupażowałam wybierając motyw aniołka. Jeszcze nie wiem co będę przechowywać w słoiczku - może perłowe guziczki, a może nasiona roślin do wysiewu? :)
Czy pamiętacie komedię "Co z tym Bobem?" z fenomenalnym Billem Murrayem? Otóż terapeuta poradził bohaterowi, by przezwyciężał swoje fobie metodą drobnych kroczków. Ja też postanowiłam zastosować tą metodę w stosunku do mojej pracy twórczej. W końcu nie od razu Kraków zbudowano :)
Kochane, dziękuję wam serdecznie za tyle ciepłych słów! Dodajecie mi skrzydeł i motywujecie do dalszej pracy. Chmury odegnałam i naładowałam się pozytywną energią :) Moc buziaków dla was!

15.08.2012

Przegnać chmury



Od jakiegoś czasu pogodę mamy iście jesienną. Dni stają się coraz krótsze, ranki i wieczory chłodne, a wiatr goni ciemne chmury po niebie. Wczoraj u mnie lało jak z cebra. Już myślałam, że znów usłyszę komunikaty ostrzegające przed powodziami, a tu dziś wszystko obeschło i nawet wyjrzało słońce. Chociaż jesień w powietrzu już czuć. Kwitną chryzantemy i astry, i tylko patrzeć jak zaczną spadać kasztany.
Za to mój blog z wolna zarasta pajęczynami. Miało być kreatywnie, a jest szaro i monotonnie. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Proza życia znów mnie przytłacza, czarne chmury zbierają się nad moją głową. Nie mam pojęcia kiedy uda mi się skończyć rozpoczęte dekupaże. Przemęczenie daje o sobie znać i kręgosłup znów strajkuje. Czasem mam wrażenie, że walczę z wiatrakami, ale nie martwcie się, nie porzucę blogowania, bo tyle tu cudownych osóbek :) Cieszę się, że jeszcze macie do mnie cierpliwość.
Pozdrawiam was serdecznie.

11.08.2012

Miętowe akcenty i nie tylko







Pogoda ostatnio nie sprzyja spacerom, więc weekend mogę poświęcić na nadrobienie pracy twórczej. A w przerwie przyjemnie jest przekąsić coś słodkiego, jak choćby sernik. Niestety nie mojej roboty, bo nie dysponuję piekarnikiem. Tymczasem postanowiłam ususzyć trochę mięty wraz z kwiatostanami, by napełnić nią woreczek. Jakiś czas temu powstała też taka oto dwustronna deseczka, którą podarowałam Atenie.
A na koniec zdjęcie z wczorajszego koncertu Sun Day Band w warszawskim Tygmoncie. Zespół zebrał burzę oklasków, a ja spędziłam cudowny wieczór.

07.08.2012

Misz-masz





Dzisiaj wpadłam tylko na chwilkę. Pokazuję kilka ozdóbek kuchennych. Stara puszka i dzbanek z Ikei. Oczywiście nie mogło zabraknąć akcentu w modnym kolorze miętowym :) A dla towarzystwa ludowy ptaszek - gil oraz konik, który już kiedyś gościł na blogu, a którego niebawem przemaluję i zdekupażuję.
Chciałam również wszystkich z Warszawy i okolic zaprosić serdecznie na koncert Sun Day Band do klubu Tygmont w najbliższy piątek. Po koncercie warsztaty salsy i dyskoteka.
Dobra zabawa gwarantowana!

04.08.2012

Szarości





Jak większość z was, ja także lubię kolory natury, kolory ziemi - brązy, beże, przytłumione zielenie i oczywiście szarości. Dziś w roli głównej te ostatnie :) Kiedy zobaczyłam w sklepie tą wielką filiżankę, po prostu nie mogłam jej się oprzeć. Co prawda były też i białe, ale szara zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu. Raczej będę jej używać jako miseczki, np. do lodów albo musli z jogurtem. A na parapecie zakwitła mięta. Leciutko fioletowe kwiatuszki przywołują wspomnienia z dzieciństwa, gdy spędzając wakacje na działce, zbierałam miętę na podmokłej łące.
Ostatnie zdjęcie oczywiście ze spaceru - takiego dzisiaj spotkałam "przechodnia" :) Przepełzł sobie spokojnie przez chodnik i znikł w zaroślach. Chwilkę mi jednak pozował, może domyślił się, że lubię zaskrońce ;)